czwartek, 9 lutego 2017

Zmiana nawyków i inne opowieści

Blog niejako zapuszczony. Niby nic się nie dzieje, ale jednak bardzo wiele. W tle.
Ostatnie dwa lata to czas intensywnej pracy. Pracowałam nad sobą, stąd blogowa cisza. Pisałam o wielu sprawach w kołonotatniku. Uznałam, że angażuję się w wiele spraw, ale nie moich. Pomagam innym, nie sobie. Moje sprawy  leżały. Moje zdrowie leżało.

Niekiedy coś tam do sieci wrzucałam. Na przykład o minimalizmie.

Po dwóch latach pracy m.in. nad zmianą nawyków wróciłam do pisania. Nie umiem powiedzieć, ile z tego będzie o Zespole Aspergera. Tymczasem zapraszam na blog Wartościowo - o nawykach, zmianie, terapii. Są to tematy, które w naturalny sposób pojawiły się w moim życiu, nie byłoby ich gdyby nie diagnoza Bartka i socjoterapia.

Teraz nadszedł kolejny krok, złożyłam papiery na coaching transformacyjny. Czy studia się uruchomią - nie wiem jeszcze. W międzyczasie staram się o staż przy jednej z poradni. Właściwie wolontariat, by jednak praktykować socjoterapię a właściwie wspierać lokalnie rodziców dzieci i młodzieży z ZA. Czy będzie taka możliwość trudno powiedzieć-  nie zamierzam rezygnować z pracy czy moich pasji, nie chcę dedykować całego mojego wolnego czasu na praktykę w poradni. Czy będą chcieli kogoś takiego jak ja? Raz w tygodniu? Nie wiem.

Tymczasem mogę napisać, że chłopcy skończyli projekt STÓŁ NIESKOŃCZONOŚCI :)




poniedziałek, 2 stycznia 2017

Nie będzie podsumowania, ale zapraszam

Zaczynałam kilka razy, naprawdę próbowałam zrobić podsumowanie minionego roku.  Ale to był zbyt popieprzony rok, zagmatwany, miejscami bolesny. Mimo wszystkich plusów związanych z Bartkiem najchętniej wymazałabym ten rok. To tyle.

Na nowy rok życzyłam sobie i Wam cierpliwości. Tak, potrzebujemy jej. Jednak tym razem życzę Wam i sobie również, by wszystko, co się wydarzy dało nam wiarę, że będzie OK. Że młody człowiek sobie poradzi. Ustawi się w życiu. Zazna miłości, nawiąże cenne relacje. Będzie podróżować, konstruować i co tylko mu się zamarzy. Żeby pojawiły się znaki, drobne nawet sukcesy, które dadzą nam tę nadzieję a potem pewność, że będzie dobrze. Bo będzie!






czwartek, 8 grudnia 2016

Na scenie...

Wczoraj Bartek publicznie, przed całą aulą występował na scenie. Grał na gitarze a grupa śpiewała. Jestem taki nieogarnięty, że zapomniałem, że jestem na scenie, mówi. Był, był jako druga gitara.

Pod pewnymi względami nic się Bartek nie zmienił. Kiedy zachciało mu się spać, zasnął, na widowni. Co się będzie przejmował ;)

Po próbnych egzaminach gimnazjalnych. W pierwszym dniu wypadły Mikołajki i Bartek zapomniał kupić prezentu a ja zapytałam przy obiedzie, czy czasem nie szykują czegoś. Nie, no Mikołajki już były, w przerwie egzaminu. No i wyszła sprawa prezentu. Bartek się mocno uelastycznił, bo wymknął się ze szkoły, co jest przecież zabronione, przez płot i w ogóle do galerii tuż obok i kupił coś, nie wiem co.  Na końcu było'XXXpay" a może 'XXXplay". Doładowanie moi mili do gier :) Paragon z kodem zwinął w kostkę i wręczył koledze. Sam dostał bon do Empiku i nie był pewny, czy żart to był czy też nie, gdy kolega zaznaczył, że chciał kupić do Castoramy, ale nie było.

Egzaminy, jak stwierdził, były wyczerpujące. W pierwszy dzień skończył 15 minut przed czasem, "zwykłym", a nie swoim - wydłużonym. Oczywiście z nauk ścisłych wydawały mu się testy zbyt ogólne ;)

niedziela, 27 listopada 2016

Pozytywnie zaskoczona

Co za tydzień! Nastolat mnie zaskoczył i to trzy razy.

W któryś dzień zobaczyłam go nad słówkami z języka niemieckiego. Pisałam parę razy, jaki jest stosunek Bartka do języków obcych. Z trudem zaakceptował regularną naukę angielskiego a uczy się od przedszkola. A wredni rodzice zapisali go do szkoły, w której główny nacisk kładziony jest na język niemiecki, łącznie z projektami i wycieczkami robionymi wspólnie ze szkołą partnerską w Niemczech. Bartek nie lubi niemieckiego, nie uczy się, chociaż ostatnio w czasie rozmowy o deklinacji przyznał, że przynajmniej to logiczne z tymi die, der, das. I oto przyłapałam go na nauce słówek. To do poprawki, jak zaznaczył. I poprawił ocenę na -5. Kiedy mu pogratulowałam, to stwierdził, że to było przecież tylko dwadzieścia słówek. Leń. Zdolny, ale leń ;)

W inny dzień kolo dwudziestej Bartek zebrał się do kąpieli. Sam z siebie. Prawie, że z foteli pospadaliśmy, szok to był prawdziwy.

Dziś rano Bartek zapytał, czy jest jakieś sprzątanie dzisiaj czy coś, bo to dziwne, że nic nie robimy od rana i się zastanawia właśnie, czy o czymś zapomniał, czy też może sobie usiąść do kompa. A niedziela... A... sprzątanie było wczoraj...

;)


piątek, 18 listopada 2016

Weirdo, do brzegu...

Wybaczcie mi angielskie wtręty bez sensu. Chwilowe zanurzenie w języku. Ale nie bez konotacji.

Taki oto komentarz pojawił się po moim wpisie:

"Ech...zazdraszczam. Mój AS nie potrzebuje kontaktów międzyludzkich, co obejmuje także rodzinę. I nie ma absolutnie żadnych uzdolnień które przydałyby się w szkole...a to by tak wiele ułatwiło. Dziwne zachowania+uzdolnienia=geniusz, szalony naukowiec. Dziwne zachowania+brak uzdolnień=dziwak, świr :("

I na początku mnie zatkało a potem przyznałam rację. Tak to właśnie działa.

B. nie ma jakichś ukrytych talentów. Po prostu lubi naukę, zawsze lubił eksperymentować. Nie układał samochodzików w rządki i nie interesował się dinozaurami czy pociągami. Swoje zainteresowania pokładał w wyjaśnianiu zjawisk wokół niego.  Trochę o tym w "Inne, ale nie gorsze". Skutki oboczne oczywiście są, nadpalona podłoga, itp.

Kiedy ostatnio zabrakło prądu i zapaliłam świeczkę, przekonałam się, że nie minęła fascynacja wyjaśnianiem zjawisk. W świeczkę trzeba powbijać wykałaczki, zobaczyć, co się stanie. Wszystko, co nie pomaga w wyjaśnianiu tych zjawisk jest niepotrzebne. Taki język polski na przykład jest zbędny (przecież mówię), język niemiecki (znam dwa języki, w tym html). Angielski - potrzebny tylko jeśli chodzi o gry. I to jest wielkie szczęście, bo to Bartka zainteresowanie nauką pozwala na zatuszowanie pewnego rodzaju "świra", rozkłada się obsesja na mniejsze kawałki.  Przeszedł więc Bartek z fizyki, chemii i matematyki na dalszy etap olimpiady. Jak matka dość realistycznie patrząca na sprawy uważam, że pewność siebie gubi Bartka i strasznie mi z tego powodu przykro ("tylko tego nie wiedziałem, więc tylko to powtórzę"), jednak...

Jednak zmierzałam do tego bycia świrem. To nie tak, że Bartek nie zaświruje. Zaświruje tak, że staję jak wryta i nie wiem, czy pociągnę dalej. Tyle, że o tym nie piszę. Zmieniłam nastawienie, kładę nacisk na plusy.

Ale... dalej zmierzam do brzegu... To, co najtrudniejsze u nas, to absolutne przeświadczenie B. o własnej zajebistości, tak to można ująć. Dla innych (czytaj: tych-co-nie-kumają-fizyki-elektroniki-chemii-itp.) nie ma żadnej tolerancji. Miałam okazję obserwować Aspergerowca z podobnym nastawieniem do życia i ludzi w starciu z innym Aspergerowcem. Czy chciałabym, żeby mój syn szedł tą ścieżką? W życiu! Ten mix cech ZA przypomina potwora. Bezwzględnego potwora, tępiciela ludzkich ułomności. Z tym wychodzimy na prostą. Z tolerancją dla innych. Dla rodziny tolerancji nie ma żadnej.

Cieszę się, że zainteresowania B. ulokowane są w naukach ścisłych, cała "świrowatość" trochę się rozlewa i zawsze można sobie powiedzieć, że oto typ w stylu wielkiego naukowca. Jednak chciałabym, by całego przeświadczenia o własnej zajebistości nie było. Bycie świrem jeszcze ujdzie, ale bycie "ponad" - nie chcę, by B. szedł tą drogą.

Nie ma lekko. Takie refleksje przy winie.

Homo sum, kieliszek wina i Mela Keteluk w tle, bez sensu

Dziś kieliszek wina, Mela Koteluk w tle i refleksje wywołane drobnym incydentem z zakupem pizzy.

Bartek  nie kupił pizzy, ponieważ miał to zrobić Kuba. Kuba miał to zrobić pod pewnym warunkiem, który jednak nie nastąpił. Wtedy właśnie pizzę miał kupić Bartek. Nie kupił. W ten sposób chciał pokazać bratu, że nie będzie naprawiał po nim, że wtedy się nauczy, itp. Żadnego ludzkiego podejścia, argumentacja zgodna z terapią behawioralną w jej ekstremalnym wymiarze. Tudzież Bursą.

Zdarzało nam się dowozić dzieciom do szkoły zapomniane z domu śniadanie, więc mówię, że przecież to ważne móc liczyć na kogoś. Bartek jest zdania, że wtedy nikt się niczego nie nauczy. I tak, i nie, rozdarta jestem. Z jednej strony sama wyznaję takie podejście, z drugiej - jednak w jej lightowym wymiarze. Cholera, jak ten niuans wytłumaczyć? Czasem tak, czasem nie? Że czasami coś po chłopakach na miejsce odniosę? Ludzie! Dajcie żyć. Nie jestem potworem, ale stworzyłam potwora. A może ZA takie jest?  Jest, nie inaczej. Czarne lub białe.

Nie dowozić śniadaniówek do szkoły czy dowozić? Nie dowozić, gdzie człowieczeństwo i jak nauczyć pomocy? Dowozić? To się nauczy, że zawsze ktoś będzie myślał za niego. Trudy wychowywania Aspergerowca są nie do opisania.

Cóż po doktoratach z fizyki, kiedy człowieczeństwa nie ma? Jak go nauczyć? Jednocześnie nie stworzyć z Aspergerowca ofiary, której wszyscy wejdą na głowę lub nogę podłożą.