piątek, 5 stycznia 2018

Wyższy level cwaniactwa

Zdarza mi się podsłuchiwać rozmowy między chłopakami. Gdyby nie to, pewnie o wielu rzeczach bym nie miała pojęcia. Na przykład, że B. miał i zdał egzamin na 7 KYU :)Pochwalił się bratu. Sam z siebie.

Zauważam wyższy poziom cwaniactwa, z czego się cieszę. Tak, znaczy dzieje się dobrze.

Słyszę, że K. mówi do B., że z testu z geografii miał 18 punktów. Na 19.

- Idź, powiedz mamie.

- Ale po co?

- Ciągle Cię gania do nauki, to idź i jej powiedz.

- Ale po co?

- Chcesz, żeby Ci dała wreszcie spokój czy nie???

Tak, wypisz wymaluj ja, biegam za K. i ganiam do nauki.

Dzisiaj słyszę:

- No przestań, zgaś to!

Za chwilę...

- Przestań wreszcie.

Za chwilę...

- Przestań, mamy drewniany blat!

I za chwilę...

- Przestań, to niebezpieczne!

No i są KONSPIRACYJNE odpowiedzi B.

- Przestań, musisz tak głośno gadać?

...

- Chciałbyś, żebym ja tak głośno mówił jak Ty coś robisz niebezpiecznego???


W ogóle niczym nie muszę się martwić.

Etap eksperymentów, z uwagi na rozszerzenie z chemii, styranie treningami, mamy przecież za sobą.

Cóż, brat jednak drewniany...





wtorek, 28 listopada 2017

Dorastanie

Myślałam, że nie nastąpi ten moment, w którym syn zacznie zwracać uwagę na wygląd. Nastąpił.

Jest układanie fryzury. Już nie ma tak, że dziesięć minut w łazience i wychodzi. Teraz przydałaby się druga łazienka.

Ale to pikuś.

Kilka dni temu B. zszył sobie rozerwaną koszulę. Bo wie, że na mnie nie może liczyć (dwie lewe ręce).

- Ojej

- No co, jak mi się kiedyś nudziło, to oglądałem te dwie książki o szyciu.

To było lata świetlne temu.

Ostatnio też przymierzył koszulę, przejrzał się w lustrze i stwierdził, że dokładnie o ten rodzaj koszul mu chodzi - miła w dotyku i krój odpowiedni, dobrze leży. Matka spisała na karteczce markę.

Doszłam do wniosku, że jednak trzeba kupić marynarkę. Uśmiech bezcenny. B. chce marynarkę. B. ogląda strony z marynarkami. B.  nie śmiał powiedzieć, że chce marynarkę. Znając B. gotów byłby marynarkę kupić sobie sam.


Ale to też wszystko PIKUŚ. Małe miki. Bo...

Dzisiaj B. zaczął zwężać sobie koszulę. Robić takie wstawki czy coś podobnego. Wszystko sobie pozaznaczał szpilkami i szył. Szok. Mówię, że może do krawcowej czy coś... Nie, on przecież umie.

Dziś taki dzień, że wierzę, iż poradzi sobie w innym mieście, na studiach. Bo nie zanosi się, by studiował na UZecie.


poniedziałek, 20 listopada 2017

Psychologia

Chyba chwaliłam się tylko na FB? Coś wspominałam, że idę na studia, ale do końca nie było wiadomo, które.

Otóż studiuję psychologię.

Jest czadowo. Jest ciężko. Nie ma żadnej litości. Przygnieciona jestem biologią. Metodologią. Czuję, że za chwilę otrę się o fizykę kwantową. 

Z każdymi ćwiczeniami, z każdym wykładem rodzą się mi w głowie kolejne pomysły na wspaniałe badania związane z ZA. Obawiam się, że pewnie wszystkie moje pomysły zostały zrealizowane. Pożyjemy, zobaczymy :)

Póki co w wolnym czasie - zakuwam. 

Kalkulator kupił ze swoich

B. kupił sobie kalkulator. Bo poprzedni nie ma tylu funkcji a na olimpiadę i na przyszłość potrzebny już taki bardziej wypasiony. Kupił sobie go sam i gdyby nie podsłuchana rozmowa w ogóle nie wiedzielibyśmy, że go sobie kupił. Nie zamierzał nam powiedzieć, że potrzebny mu taki.Przy tej okazji dowiedzieliśmy się, że olimpiada jest w sobotę.

To mnie przeraża. Jest strasznie samodzielny, ale zaciera mu się granica, nie wie, że ten kalkulator powinniśmy kupić mu my -  rodzice. To nie zachcianka, widzimisię. To prawdziwa potrzeba. jak zeszyt do szkoły. 

Nie wiem, ile takich rzeczy B. kupił. Może więcej. Zwykle nie wydaje swoich pieniędzy, rusza je tylko, kiedy ma prawdziwą potrzebę. Teraz miał.

Nie tak dawno prosiłam, by chłopcy podpowiedzieli, co Gwiazdor mógłby im kupić. Otóż B. niczego nie potrzebuje. Po chwili zastanowienia - "mam rozwalony portfel". Jaki portfel potrzebuje? Płaski. 

Jakieś podpowiedzi, co kupić na Gwiazdkę? W granicach rozsądku. Ostatnio zaświeciły mu się oczy do mojego chińskiego pióra. Nie wiedział, że są takie na pompkę :) 


niedziela, 12 listopada 2017

Nie pożyczył kasy

Taka sytuacja., mąż zapomniał karty i poszedł na zakupy. Miał w portfelu tylko 70 zł a zakupy wyszły za ponad stówę. Był z B. A B. zawsze ma nie dość, że kartę do bankomatu (do konta z gotówką, przecież B. na nic nie wydaje kasy), to i gotówkę. 

Przyszło do płacenia i wyszło,że karty nie ma a kasy za mało. Pani zamiast wycofać produkty, to poprosiła o to, by przyjsć i dopłacić brakującą kwotę i odebrać przy tej dopłacie jedną siatę zakupów. 

Wracają. Mąż tknięty przeczuciem zapytuje B., czy nie miał czasem kasy, żeby pożyczyć. Miał. Ale nikt nie pytał. Przecież, gdyby miał pomóc, to z pewnością tata by coś powiedział.


poniedziałek, 9 października 2017

Asperger, wesele i angielski w tle

Bartek był na weselichu. Rok temu jedynie podpatrywał tańczących ludzi podparty pod ścianą. Uczył się przez obserwację, jak mówił. Największą atrakcją był stolik z ciastem :) A teraz... Teraz to proszę Państwa inna zupełnie historia jest.

Otóż... Otóż zaczęło się od historii z krawatem. Bartek po okresie zakapturzenia wpadł w etap koszul. Koszule muszą być z kieszeniami, żeby napchać długopisów, ile się da. Koszul ma chłopak od groma i ciut ciut. Ostatnio wskoczył w czarną, bo wreszcie, to musi być najwyraźniej bardzo ważne,  się nie wyróżnia. 

Wybrał Bartek na wesele niebieską koszulę. Do tego krawat, który nijak do niej pasował. Delikatnie sugerujemy, że może look będzie lepszy bez krawata. Krawat musi być! Przecież codziennie chodzi w koszuli, więc musi się teraz jakoś wyróżniać. Podkreślić wagę sytuacji. Co racja, to racja. 

No i nie wiem, czy następnym razem krawat założył, bo za krawat ojciec go wyciągnął na parkiet. I się okazało, że syn nasz tańczy. Również z matką w parze.

Ale to wszystko to jest nic, małe miki. Teraz coś, co uradowało mnie na maksa. Otóż wesele było mieszane, troszkę ludzi było z Anglii. I oto Bartek został zaczepiony przez rodowitą Angielkę i okazało się, że sobie rozmawiają. Pani do niego mówiła i mówiła a jedynym sygnałem, że Bartek wie, o czym, to był śmiech, taki w odpowiednich momentach, wiecie. No a następnie Bartek odpowiadał i oto nastąpiła zmiana. Pani się śmiała. Znaczy konwersacja po angielsku przebiegła pomyślnie. Nie podsłuchiwałam niestety, ale widziałam, że syn mówi.

Bartek jest w grupie zaawansowanej z angielskiego. Dziś będzie też mówił po angielsku, bo szkoła ma gości z innego kraju, wspólny mianownik to angielski, rady nie ma :)

Dumna ja :)


piątek, 15 września 2017

Licealista!

No i mamy licealistę! W ogóle sporo się wokół dzieje. Mąż stał się emerytem, ja idę na studia (na które- nie wiem;)).

To znaczy może się zdarzyć tak, że w pewnym okresie będzie w domu dwóch studentów. Tyle, że B. planuje zupełnie inne studia. Zaplanował sobie, że jednocześnie będzie robił fizykę, chemię i informatykę. Czyli coś, o czym pojęcia nie mają jego rodzice. No dobra, komputer mogę przeinstalować ;)

No i jak to w tym liceum jest? Podpytuję i podpytuję. Ale wydobyć coś z młodzieńca, to wyzwanie. Półsłówka i "acha" oraz "dobrze", wiadomo. No chyba, że coś jest naprawdę istotnego dla B., to oczywiście dowiem się o tym. Wielokrotnie. A ewentualne zgody do podpisania będą mi podsuwane nawet, gdy śpię.

Wyższy level cwaniactwa

Zdarza mi się podsłuchiwać rozmowy między chłopakami. Gdyby nie to, pewnie o wielu rzeczach bym nie miała pojęcia. Na przykład, że B. miał i...