sobota, 24 czerwca 2017

Zespół Aspergera i szkoła

Szkoła ma moc. Ludzie w szkole mają moc. Mogą całkowicie podciąć skrzydła albo sprawić, że wyrosną. Wiem, mam porównanie.




Ci czytelnicy, którzy są od początku bloga wiedzą, jakie sytuacje miały miejsce. Jak bez pomyślunku Bartek był traktowany w podstawówce. Nie przez wszystkich, ale śmiem twierdzić, że brak odpowiedniego przygotowania nauczycieli i strach sprawił, że Bartek trafił na nauczanie indywidualne. Z podciętymi skrzydłami, etykietką tego złego psuja, agresora. Mogę wymienić nauczycieli, którzy do Bartka podchodzili z otwartym umysłem. I wiecie co? Podchodzili tak zwyczajnie, bez spiny, że on ma Zespół Aspergera i trzy czy cztery strony orzeczenia.  Ale większość...Bywały telefony, że Bartek rzuca krzesłami (nadmuchanymi i się pytał czy można rzucać). Bywał Bartek karany już na zapas - nie wyjdzie z dziećmi na dwór, bo jest niegrzeczny (a niegrzeczny wczoraj już otrzymał upomnienia). Co mogło zrobić dziecko z Zespołem Aspergera - ukarane na zapas? Zatrzasnąć się w toalecie żądając "wszyscy". Wszyscy na dwór nie idą albo idą wszyscy. Albo żądano, że na wycieczkę, to tylko z rodzicem.

Wszystko, co robił Bartek w podstawówce było wyolbrzymiane. Nie słuchano jego wyjaśnień i racji. Przy tym wyolbrzymianiu brakowało jednej rzeczy: wskazania mu ścieżki, pochwalenia za to, co dobre. Za to, że młodszemu buty zawiązał. Jak może funkcjonować dziecko, które myśli, że jest z gruntu złe? Pani pedagog powiedziała: niech Pani coś zrobi, żeby jemu się chciało wrócić do nas (z NI na grunt klasy). Boże... Nie zapomnę tego jak został B. odsunięty od wręczania prezentów odchodzącym szóstoklasistom. On chyba też nie.

Wszystkie sytuacje musieliśmy rozważyć, bo chcieliśmy Bartka przenieść do innej szkoły. Ale był zżyty z dziećmi. I poszedł na NI. Nie chcę, żebyście myśleli, że w podstawówce wszystko było źle, nauczyciele be i w ogóle. Bo były i dobre sytuacje, nauczyciele z pasją i zwyczajnym logicznym podejściem do wychowywania. Ale ogólnie oceniam podstawówkę jako jeden wielki podcinający skrzydła system etykietowania. Bałagan, chaos. Mimo wszystkich pięknie wypisanych zasad. Tak, zasady są zawsze w tym wszystkim najlepsze. Jak to się dzieje, że można spartolić najlepiej rozpisane zasady?

Nie pisałam za dużo o gimnazjum. Kiedyś myślałam, że gimnazjum to samo zło. Tymczasem taki dzieciak z etykietką może zacząć od nowa. I Bartek zaczął.

Żadnych wycieczek z rodzicami. Sprawiedliwy system ocen, jasne zasady a nie dla niego "bardziej" i "na zapas". Wskazówki, w którą stronę ma iść. Kiedy rozdawano świadectwa na zakończenie roku, każde dziecko usłyszało coś dobrego.

Bartek w gimnazjum to młody człowiek w grupie. Nie gdzieś na obrzeżach, wyrzucony poza nawias przez tych, którzy mają chronić. Początki - spuszczony wzrok. Koniec? Zadzwonił do koleżanki, gdzie są na tych lodach, żeby wiedzieć, gdzie trafić. To Bartek akceptujący, że niektóre dziewczyny muszą się uściskać. To Bartek z pozdrowieniami od dzieciaków "rozwalasz system" , "fizyka górą" i "i niech Pan X będzie z Tobą". Ten Pan X, to Pan od chemii. Bartek uśmiechnięty. Doceniony, lubiany, z wiarą w siebie i umiejętnością ogarniania własnych spraw, chociażby zgód na wycieczki. To Bartek sam zapisujący się na zajęcia, olimpiady.

Nie, Bartek nie ma świadectwa z paskiem, twierdzi, że raczej nigdy nie będzie miał. Ma średnią chyba 4,5 i jest zadowolony. Z fizyki, matematyki i chemii ma celujące, a przecież to dla niego najistotniejsze. Napisał świetnie egzamin gimnazjalny, z części przyrodniczej ma 96%, w tym roku to najwyższy wynik. Z podstawy angielskiego ma 100%, z rozszerzonego 85%. Nawet język polski ma powyżej 70%. Jesteśmy z niego dumni. On sam nie jest zadowolony z matematyki, ma 83%.

Bartek może kontynuować naukę w tej szkole - w liceum. Z dostosowanym pod siebie programem. Rozszerzoną chemią, dodatkową fizyką. Bez języka niemieckiego.  Nie chce a my musimy uszanować ten wybór. Ponad godzinę rozmawialiśmy z panem od chemii. Uważa, że Bartek w klasie pitagorejskiej będzie się na chemii nudził. A pan uczy również w szkole, do której Bartek złożył papiery. I uważa, że Bartek potrzebuje już więcej. W tej chwili Bartek dostawał już zadania maturzystów. Mimo idealnych przecież warunków nie chce zostawać w tej szkole. Nie mogliśmy zrozumieć dlaczego. Nie chce zostać, bo ma świadomość tego, że mimo rozszerzonego programu, ciągle będzie w klasie humanistycznej. A on już by chciał mieć z kim rozmawiać o chemii czy fizyce. Ma drzwi otwarte, jeśli tylko klasa pitagorejska go rozczaruje.

Jak zwykle słabo mi poszło z robieniem zdjęć. Udało mi się cyknąć fotę, gdy już Bartek świadectwo odebrał a i to niewyraźne. Ech...

Chcę Wam napisać, że czas działa na naszą korzyść. Że złe mija. Że to, że było źle, nie znaczy, że nie będzie lepiej. Musimy stawać w obronie dzieci do samego końca. Wtedy, kiedy trzeba, gdy czujemy, że są poniżane, niesprawiedliwie oceniane, gnojone, wyrzucane poza nawias.  Tam, gdzie narozrabiają, konsekwencje powinny być wyciągnięte. Niech nam w tej walce rozumu miłość nie przysłoni. Nie chowajmy rozpieszczonych bachorów bez szacunku dla innych  i na dodatek pierdół, przyklejonych tylko do tabletów.

 I że jednocześnie spoczywa na nas, na rodzicach dzieci ZA, społeczna odpowiedzialność za mówienie o Zespole Aspergera. Potrzeba edukacji, musimy o nią walczyć. Za nas nikt tego nie zrobi. Jestem też zdania, że żyjemy w takim świecie, że media nam nie sprzyjają. Nagłówek z Putinem nie sprzyja. My musimy publicznie walczyć nie tylko o wsparcie, ale również o prawidłowy obraz Zespołu Aspergera. A nie, żeby Zespół Aspergera kojarzył się tylko z Putinem czy masakrą w Newton albo z geniuszem. Możecie się ze mną nie zgodzić, ale takie właśnie mam zdanie. Musimy walczyć z krzywym obrazem.

Nie wszędzie trzeba walczyć, to pocieszające.

Co Wy na to? Walczycie czy  nie musicie?




4 komentarze:

  1. Nasz Młody jest w klasie integracyjnej, ma dodatkowe wsparcie. Walczyliśmy ze szkołą przez pierwsze trzy lata, wliczając zerówkę. Były codzienne narzekania, były spotkania z dyrekcją. "Syn źle się zachowuje, proszę coś z tym zrobić." "Może psychiatra przepisałby mu coś na wyciszenie?" "Może poszukacie innej placówki, bardziej odpowiedniej?" W końcu gdzieś pomiędzy drugą a trzecią klasą coś się przetarło, zmieniło. I Młody bardzo się zmienił, wiele osiągnął, zaangażował się w naukę i życie towarzyskie. I nauczyciele zaczęli inaczej do nas podchodzić. Teraz skończył klasę trzecią. Nadal mamy wiele do przepracowania, to chyba jeszcze długo będzie stan ciągły, ale jakoś więcej w tym optymizmu.

    Parę dni temu, gdy bawiłam się na placu zabaw z młodszą córką, podszedł do mnie chłopiec i zaczął zagadywać. Już po kilku zdaniach czułam, że brzmi znajomo. Po chwili podeszła do nas jego babcia próbując go odciągać, tłumaczyła mi się szeptem, że "on ma problemy z emocjami, wie pani, on jest trochę chory, ma zespół aspergera". Powiedziałam jej stanowczo, żeby nigdy nie mówiła, nie myślała nawet, iż jej wnuk jest chory. Może jego myśli biegną innymi torami niż większości ludzi, ale to nie znaczy, że jest chory. Ten skrzywiony obraz czasem jest w bardzo bliskim otoczeniu dzieciaków.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na FB pojawił się komentarz: znaków by nie starczyło...I tak to jest... Opowieści rodziców - czasem mi się gotuje na maksa, że TO się dzieje. Wiem, niestety też wiem,że czasami mamy sabotaż blisko... jak zauważyłaś...

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę. Jak Wam zazdroszczę. Mój syn jest w tym samym wieku, też ma ZA, chodził do klasy integracyjnej. Egzamin zdany słabo, szkoła ukończona słabo. Ale to tak naprawdę nieważne, bo jeszcze totalny bunt. Nienawiść do rodziców, zapętlenie się na niej jak tylko AS potrafi się zapętlić na jakimś temacie. Nie mogę i nie potrafię tego nawet opisać, w każdym razie cała nasza rodzina cierpi, bardzo cierpi...a pośrodku tego jest to wściekłe tornado, niszczące wszystko na swojej drodze. Żaden fachowiec nie potrafi pomóc... a my wciąż myślimy gdzie popełniliśmy błąd. Wspieraliśmy, rozumieliśmy, nie przypinaliśmy etykietek... a i tak nie wyszło.
    Bardzo lubię czytać takie podnoszące na duchu historie jak Wasza, dobrze że jednak jest ich wiele. Naprawdę.
    Tacy jak ja nie opisują jak ich pokonał ZA...bo i nie ma się czym chwalić :(
    Wszystkiego dobrego dla Was.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś byliśmy w czarnej D.Bojkot terapii... Bunt. Wtedy tez zabraliśmy B. z terapii i zaczelismy sami...Może ten bunt wynika z tego, że wszyscy cisną? Z każdej strony, w dobrej wierze? Jak u nas kiedyś - obiad jedzony w aucie...Nie popełniliscie błędu, po prostu się skumulowało. Z tego skumulowania, zapętlenia się wychodzi, ale strasznie małymi kroczkami. Ale wychodzi i tego Wam życzę :)

      Usuń

Wyższy level cwaniactwa

Zdarza mi się podsłuchiwać rozmowy między chłopakami. Gdyby nie to, pewnie o wielu rzeczach bym nie miała pojęcia. Na przykład, że B. miał i...