poniedziałek, 17 lipca 2017

Zakupy - zaczynam się bać

W sobotę Ikea i Decathlon. Zrodziła się konieczność kupienia śpiworów i paru innych rzeczy. Bartek nie lubi zakupów, ale Decathlon go pochłania. Jak Castorama. Jest w stanie znieść Ikeę, chociaż nie bez zrzędzenia. Dla mnie nie ma sprawiedliwości- czas w Ikei nie jest równy czasowi w Decathlonie. Ale kiedy, ale kiedy wychodzimy? Przyglądał się Bartek moździerzom, ale słowem nie pisnął. Cwaniak.Entuzjazm wykazał przy gadżecie do jabłek.

Bo przecież dotąd się tak męczył. I nie wiedział, że ktoś wymyślił coś takiego prostego!Ile czasu zaoszczędzi! No i co takiemu powiesz, jeśli nie jest typem naciągacza i generalnie pragnie czegoś raz na ruski rok?No kupisz, nawet jak idziesz w stronę minimalizmu. Przecież będzie jadł teraz częściej jabłka!


W niedzielę K. wyciągnął Bartka do TKMAXX i na food trucki. Bartek kupił sobie zegarek. Tym samym nie mamy już pomysłu na urodzinowy prezent. Bartek ma swoją kasę (nie sądzę, by od przedszkola wydał łącznie więcej niż 10 zł), własne konto. Uznał, że potrzebuje zegarka, bo stary się zepsuł. I po prostu go kupił. Z tym wszystkim, co potrzeba. Naprawdę fajny zegarek.

Poprosiłam o paragon, żeby schować do gwarancji.

Na paragonie: moździerz.

Jakoś nie przeczuwam niebezpieczeństwa. Ale mąż - pirotechnik - owszem. Mąż niejedno widział.

Ech,

Naprawdę przerażające jest to, że gdyby ten moździerz miał służyć do bezpiecznych rzeczy, to pewnie miałabym już w Ikei wykład, jak to moździerz w domu by się przydał. A tak jakoś tracę grunt.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz